Każdy ma prawo do swobodnego głoszenia i manifestowania swoich poglądów. Ja także.

Homoseksualizm, a szerzej kierunek zainteresowań erotycznych i popędu płciowego ze sfery biologii i uczuć intymnych przeniósł się w sferę kultury, z tendencją do zawładnięcia sferą polityki. Żadna korupcja, żadne machlojki i machinacje, oszustwa i kradzież majątku publicznego, stanowienie kalekiego prawa, problemy ustrojowe, ubóstwo i bezrobocie wydają się nie budzić nawet części tych emocji, które wzniecane są sporami o to, czydwóch mężczyzn jednej płci powinno otrzymywać urzędowe błogosławieństwo i państwowy papier z pieczątką na nową drogę życia, czy też mogą się oni, jak dotychczas, obyć bez ślubu i robić swoje na kocią łapę czy kartę rowerową. Od tego podobno zależy wizerunek Polski w świecie, a może nawet w kosmosie. Upaństwowiając homoseksualizm, etatyzując popęd płciowy zdamy podobno, jako społeczeństwo, egzamin z przynależności do Europy i do XXI wieku. Wybijemy się na nowoczesność.

W sferze kultury homoseksualizm jest awangardowy, a heteroseksualizm klasycystyczny. W sferze polityki homoseksualizm jest lewicowy, a heteroseksualizm prawicowy. W sferze wartości to postęp albo zacofanie, wolność albo niewola. Wybierając sobie partnera, tej samej lub odmiennejpłci, dokonujemy więc wyborów wykraczających daleko poza łóżko – opowiadamy się jednocześnie za formacją polityczną i tendencją w kulturze.

Nie mogę się jednak powstrzymać przed przestrogą dla wszystkich, a zwłaszcza homoseksualistów – nie dajcie się nabrać. Nie oddawajcie swojego seksualizmu w ręce polityków. Zostawcie sobie choć tę sferę prywatności. Bo inaczej politycy się wami zaopiekują. Zaczną wprowadzać restrykcje, zakazy, nakazy i kontrole, składki i podatki za każdy stosunek, obowiązkowe dostawy, subwencje, pojawi się mafia seksualna, a na koniec wszyscy trafimy do więzienia.

Nie warto bić się o homoseksualizm urzędowy i koncesjonowany. Chyba że nie ma już niczego innego, co byłoby warte kłótni.