Polityka prorodzinna szaleje. Po becikowym, które ma tę wadę, że nie przewiduje apanaży dla dzieci wyrośniętych z becika, będziemy podobno mieli podatek Piłki.

Poseł PiS Marian Piłka zaproponował podwyższenie składek ubezpieczenia emerytalnego dla bezdzietnych. Byłby to powrót do systemu sprawiedliwości społecznej, jaki obowiązywał w PRL, kiedy bezdzietni płacili tak zwane bykowe. Pobierano je do czasu, kiedy ekipa Gierka zorientowała się, że ściąganie podatków od całkowicie upaństwowionych obywateli jest bez sensu, bo nie pokrywa nawet kosztów i podatkiindywidualne zlikwidowała, budząc zawiść związków zawodowych w zacofanych krajach Zachodu.

Zanim dojdzie do przygotowania odpowiedniej ustawy, chciałbym zwrócić posłowi Piłce i jego kolegom uwagę na pułapki takiego sposobu promowania rozrodczości. Po pierwsze, kategorią osób pozbawioną na zawsze możliwości płacenia niższej składki jako nagrody za dzietność będą duchowni katoliccy. Nie wiem, czy IV Rzeczpospolita może sobie pozwolić na przepisy jawnie dyskryminujące kler katolicki. Chyba że rząd uzyskałby w Watykanie zniesienie celibatu. Drugą dyskryminowaną grupą byliby geje i lesbijki, którzy i tak są w Polsce prześladowani, ku oburzeniu Unii Europejskiej. Kolejny konflikt z postępową Europą nie jest nam chyba potrzebny.

No i wreszcie impotenci. Czy powinni być karani finansowo za chorobliwą niemożność? To bybyło niemoralne, ale z kolei jak się wprowadzi zasadę zwolnień z podwyższonej składki dla posiadaczy stosownych zaświadczeń lekarskich, to niechybnie okaże się, że większości Polaków nie staje warunków, umożliwiających spłodzenie potomka. Zaświadczenia będzie można kupować na bazarze i potrzebna będzie specjalna Agencja Wywiadu Potencjalnego, która korzystając ze stosunku kontrolowanego wyłapie oszustów.

Swoją drogą, ilekroć pojawia się w naszym życiu społecznym jakiś realny problem, jak teraz zachwianie równowagi demograficznej, pierwszym odruchem polityków jest podnoszenie podatków i składek. Nigdy żadnemu nie przyjdzie do głowy, że może skuteczniejsze byłoby ich obniżanie. Może ludzie chętniej będą płodzić dzieci, kiedy będą mieć więcej pieniędzy niż wtedy, kiedy będą mieli mniej.