Konia temu, kto mówi prawdę. Aby mógł powiedzieć i uciec. Koń teraz bardzo by się przydał brytyjskiemu ambasadorowi Charlesowi Crawfordowi, którego e-mail do Foreign Office, ujawniony przez brytyjską prasę, wywołał w Polsce histerię.

Według naszych poważnych polityków i mediów ambasador się dopuścił, zakpił sobie, okazał arogancję i powinien się wstydzić. Jeden z komentatorów telewizyjnych dopatrzył się w e-mailu Crawforda „polish jokes”. Najpoważniejszą reakcją było jednak zdanie w jednej z gazet: „Zaskoczony tonem wypowiedzi Crawforda był też Daniel Passent…”. Skoro tak, to rzeczywiście mamy do czynienia ze skandalem międzynarodowym.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że polityka nie należy w Polsce do obszaru rozumu, tylko do sfery emocji. A przecież ambasador Crawford, pomijając jego British sense of humour, napisał świętą prawdę. Rząd brytyjski, otwierając swój rynek, dał Polakom 300 tysięcy miejsc pracy, więcej niż rządy Millera i Belki razem wzięte. Prawdą jest także, że unijne instytucje i ich urzędnicy są skorumpowani, o czym można sobie poczytać w dorocznych sprawozdaniach z wykonania budżetu UE. Ambasador mógł dodać jeszcze, że są nieudolni i opętani manią regulowania wszystkiego. Co do tego, żewspólna polityka rolna jest najgłupszą, najbardziej niemoralną polityką subsydiów w historii nie mam żadnych wątpliwości. To jest polityka, która demoralizuje rolników, degeneruje rolnictwo i w dodatku przez system ceł ochronnych uniemożliwia rozwój gospodarczy państw Trzeciego Świata.

Oczywiste, że ponieważ UE rządzi się chorymi zasadami, polski rząd ma obowiązek walczyć o każde euro. Póki się należy, trzeba brać jak najwięcej. Ale warto też wspierać Londyn w dążeniu do zmiany tych zasad. Polscy rolnicy na wspólnym rynku daliby sobie świetnie radę bez dopłat, kwot produkcyjnych i subwencji za pozostawienie ziemi odłogiem. Panie Ambasadorze Crawford, ma Pan u mnie konia, nawet z rzędem, byle Pan tylko dalej mówił prawdę.