Ludzie, przynajmniej niektórzy, stają się coraz bardziej zapobiegliwi. Troszczą się o swój przyszły żywot już teraz. Zbawienie, obcowanie ze świętymi w niebie, nagroda życia wiecznego za cnoty i dobre uczynki to jedno. A pamięć wśród potomnych na tym padole łez to drugie.

Wszyscy teraz o wszystkich zapominają w coraz szybszym tempie. Bohaterowie są co tydzień nowi, a w parę dni później nikt już nie pamięta nawet ich nazwiska. Człowiek dbały o życie przyszłe sam musi wziąć sprawy w swoje ręce, aby nie popaść w zapomnienie. Aby pozostała po nim, jeśli już nie pamięć dobra, to choć materialna pamiątka.

Prałat Henryk Jankowski, kapłan wielkich zasług i wielkiej odwagi w dobie komunizmu, który w III RP, chyba z braku jasno określonego wroga, nieco się pogubił, ogłosił w święta utworzenie w Warszawie instytutu, który ma się zajmować badaniami nad rolą i działalnością Kościoła w PRL. Bardzo dobry pomysł, bardzo pożyteczna idea.

Wielka praca, bo rola Kościoła w przetrwaniu narodu była ogromna. Instytut ma nosić imię Henryka Jankowskiego. I to jest sygnał, że ksiądz prałat poważnie myśli o życiu przyszłym. Trzeba dbać o siebie, bo potomni mogliby, kiedy nie będzie ich miał kto dopilnować, nadać instytutowi założonemu przez prałata imię kogo innego. Na przykład prymasa Wyszyńskiego albo księdza Ziei. I cały wysiłek na nic.

Instytut, co także już zapowiedziano, ma się też zająć budową pomnika księdza Jankowskiego w Starogardzie Gdańskim. Cóż w tym dziwnego? Zwykła zapobiegliwość, bo jeśli prałat sam nie wybuduje sobie pomnika i sam go nie odsłoni, to zda się tym samym na ocenę innych, która może być tak niesprawiedliwa, że nie starczy entuzjazmu na pomnik. Najwyżej na tablicę.

Jedno jest tylko niepokojące. Mamy w najnowszej nawet historii przykłady wielkich ludzi, którzy sami stawiali sobie pomniki na własną miarę, a niewdzięcznicy przy pierwszej okazji pomniki te rozwalali. Jedyna rada – jeszcze za życia uznać księdza Jankowskiego i jego pomnik za zabytek i objąć ochroną. Bo jak nie, to pomnik – w najlepszym razie – może trafić do Kozłówki.