Niewykluczone, że obecne mrozy, które nas zaskoczyły zimą, są rezultatem zapowiadanego przez uczonych efektu cieplarnianego i globalnego ocieplenia klimatu, będącego z kolei skutkiem gospodarczej działalności człowieka. A może i nie. Ocena zależy od światopoglądu, przekonań, a niewykluczone, że i od orientacji politycznej.

I tak jest ze wszystkim. Z powstaniem kosmosu i nową ustawą o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Z teorią ewolucji od Adama i Ewy do Adama Bielana i Ewy Janik oraz z lustracją i jej szkodliwością bądź błogosławionymi skutkami. Wszystko iwszyscy podlegają nieustannym ocenom, ja też.

Ostatnio parę osób zatroskało się o moją kondycję umysłową, a także moralną po stwierdzeniu, że przeszedłem na stronę braci Kaczyńskich i popieram PiS. Zabrano się nawet do psychoanalizy. Jeden z czytelników stwierdził u mnie zespół zawiedzionej miłości. Ponieważ nie spełniłem się z PO, obiekt moich niedawnych uczuć zacząłem obdarzać nienawiścią. Inny konsyliarz duszny zdiagnozował u mnie syndrom sztokholmski, stan obserwowany u ofiar wziętych w niewolę przez terrorystów, gdy zaczynają się identyfikować ze swoimi opresorami.

Wszystko to być może, skoro tak twierdzą specjaliści. Jestem w stanie stwierdzić tylko, że nigdzie nie przechodziłem. Stoję w miejscu, co być może świadczy o mojej niedostatecznej elastyczności, ale w każdym razie tkwię w tym samym miejscu, co zawsze, w Polsce,tylko otoczenie dokoła wiruje. Nie popieram PiS, ale popieram rozmaite jego projekty, bo uznaję je za sensowne. Popierałbym je, nawet gdyby były autorstwa SLD albo Samoobrony. LPR ma na przykład świetny pomysł rodzinnych żłobków i przedszkoli. Czy mam z niego szydzić dlatego, że w innych sprawach pomysły Giertycha uważam za głupawe?

Ani jako obywatel, ani jako dziennikarz nie czuję się poddany opresji ze strony PiS. Ale to chyba dlatego, że nie jestem działaczem PO. W ogóle nie jestem działaczem. Jestem felietonistą i nie obowiązują mnie żadne konwenanse ani polityczne, ani towarzyskie.

Z naszą polityką jest jak z klimatem. Uczeni mężowie ustalili ocieplenie, światli ludzie orzekli dyktaturę i katastrofę. Do jednego orzeczenia nie chce się dostosować pogoda, do drugiego rzeczywistość. I ja też nie mam zamiaru.