Krakowski „Dziennik Polski”, jako pierwsza gazeta w Polsce – choć kilka innych tytułów zapowiadało od dawna, że to zrobi – postanowił przeprowadzić lustrację swoich dziennikarzy. To okrucieństwo wywołało moralny sprzeciw „Gazety Wyborczej”, która w ramach walki z lustracją zlustrowała wczoraj lustratorów. Metodą, której stosowanie „Gazeta” zwykle zarzuca zwolennikom grzebania się w cudzej przeszłości. Przypominaniem, co kto kiedyś robił, bez wdawania się w szczegóły. Piękny przykład poetyki, obowiązującej w bastionie etycznego liberalizmu. „Zarząd Jagiellonii (wydawcy „DP”) składa się z dawnych dziennikarzy tej gazety, aktywnych w czasach PRL”. Piękne zdanie. Ciekawe, czy to samo napisałaby „GW” o Sławomirze Mrożku, który też był dziennikarzem „Dziennika Polskiego” i też był aktywny w czasach PRL. O każdym, kto żyje dostatecznie długo, można ostatecznie napisać, że był aktywny w PRL. Ten zarząd „po 1989 roku przejął wydawnictwo”, co sugeruje jakiś przekręt, tymczasem czterech dziennikarzy wydawnictwo kupiło za pieniądze. I ani nie sprzedało Niemcom, ani nie doprowadziło do ruiny, co jest ewenementem na skalę kraju. Naturalnie fakt, że wiceprezesa wydawnictwa, Tomasza Domalewskiego, zapisała „GW” w roku pańskim 2006 do zmarłej w 1989 PZPR, to już zupełny drobiazg.

Większość świadków przywołanych przez GW to anonimy. Wyjątkiem jest dziennikarz „Gazety Krakowskiej”, który stwierdził, że kilka lat temu „Dziennik Polski” przyjął prawicowy i prolustracyjny kurs. Współpracuję stale z tym dziennikiem od roku 1991 i od początku pismo było konserwatywne i antyubeckie. Sam napisałem tam ze dwa tuziny tekstów o lustracji polskiej (że szkoda, iż jej nie ma) i niemieckiej (jak świetnie, że jest) i nigdy nie zmieniono mi nawet literki.

Po co budować takie legendy, mijać się z prawdą i krętaczyć, skoro nie wiadomo, do czego lustracja może posłużyć. Może dla dobra ludzi honoru. W RFN wielkie firmy doradztwa gospodarczego zalecały po zjednoczeniu zatrudnianie agentów Stasi jako posłusznych i potulnych, odradzały zaś dawanie pracy dysydentom jako krnąbrnym i buntowniczym. Chyba słusznie, bo w końcu Ketman posłusznie realizował linię „Gazety Wyborczej”. Szkoda, że nie wiadomo, co myśli o lustracji w „DP”.