Narzekamy na naszych polityków, a popatrzmy, co dzieje się gdzie indziej. Silvio Berlusconi najpierw porównał się z Napoleonem, a potem z Chrystusem. Nikt z naszych polityków nie jest aż tak szczery – najdalej ośmielają się sięgać do Piłsudskiego, Witosa albo Gierka. Gdyby ktoś się porównał z Napoleonem, już by krzyczano, że to sytuacja podobna jak na moście Arcole i że jesteśmy o krok od instalacji cesarstwa.

Wiceprezydent Cheney postrzelił kolegę, bo wziął go za przepiórkę. U nas rozdarto by go na strzępy. A w USA nic, spokój.Chociaż Cheney może następnym razem pomylić przepiórkę z rakietą i nacisnąć guzik.

Stanowczo, sfera polityki jest u nas bardziej emocjonalna niż nawet u namiętnych Włochów. Może dlatego, że inne narody mają coś jeszcze do roboty, oprócz kibicowania tym paru tuzinom rozpalonych do białości, rozdygotanych posłów i liderów partyjnych oraz żyjących z ich ekstrawertywności sprawozdawców i recenzentów. Widocznie Polacy odrabiają zaległości z czasów, kiedy polityka była domeną tajnej loży, uprawianą za żółtymi firankami i to niekoniecznie w Warszawie. Nie było wtedy jawności ani działań politycznych, ani życia intymnego gwiazd. Dlatego, na razie, podniecają nas Giertych z Lepperem rzuceni na kolana oraz Mandaryna odsunięta od stołu i łoża Wiśniewskiego.

Nie jestem poważnym komentatorem, dlatego mało mnie jakośekscytują te wszystkie gry i zabawy w wąskim gronie grupy ludzi znających się jak łyse konie, w których próbują się ciągle nawzajem zrobić. Nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani oburzenia, ani zachwytu. Mnie to nudzi. Chciałbym wreszcie żyć, i być może nie jestem w tym całkiem odosobniony, w relatywnie choćby normalnym kraju, ze stabilnym rządem i rozsądnym parlamentem. Dlatego nie uważam za ważne paragrafu 4a i sposobu, w jaki do niego doprowadzono, tylko co z niego wynika.

A obawiam się, że znów nic dobrego. Że dalej będziemy mieli igrzyska, wrzaski, bijatyki. I to wszystko adresowane do nas, do społeczeństwa, żebyśmy nie przestali traktować ani na chwilę tego jarmarku poważnie. Na to jest jeden sposób. Wyluzujmy się. Zajmijmy się czymś innym. Jak stracimy zainteresowanie, może politycy też oprzytomnieją.