Donoszę uprzejmie Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, że pismo „Najwyższy czas” także przedrukowało karykatury Mahometa z duńskiej prasy. Szef tego tygodnika Janusz Korwin-Mikke opatrzył je komentarzem, w którym zwrócił uwagę, że skoro w islamie nie wolno sporządzać podobizn proroka, to jego wyznawcy nie mogą wiedzieć, że osobą przedstawioną w satyrycznych rysunkach jest właśnie Mahomet. Jest to uwaga słuszna, bo mnie bardziej przypomina twórcę Hamasu albo założyciela Al-Kaidy, znanego z listów gończych.

Nie chciałbym, aby wskazanie „Najwyższego czasu” było odebrane jako mój protest przeciwko uprzywilejowaniu przez organa ścigania Korwin-Mikkego. Przeciwnie, tak jak sprawy stoją, z punktu widzenia zasad, jakim hołduję, odbieram pominięcie go jako przejaw dyskryminacji. Korzystanie zarówno z wolności wypowiedzi, jak i z innych swobód konstytucyjnych powinno powodować jednakowe, choćby najbardziej surowe, konsekwencje dla wszystkich, którzy ośmielają się je brać na poważnie i konsumować. Nie powinno być dla Korwin-Mikkego okolicznością łagodzącą to, że skarb państwa nie jest zainteresowany przejęciem większości udziałów w „Najwyższym czasie”, a rząd wpływaniem na linię pisma. Jednakowe musi być dla wszystkich prawo i jednakowa sprawiedliwość.

Przy okazji, skoro już donoszę do prokuratury, to zwracam też uwagę, że przedmiotem szyderstw na inkryminowanych rysunkach nie jest sam Mahomet, tylko ci jego wyznawcy, którzy podkładają bomby i wysadzająsię w powietrze, licząc na 600 dziewic w raju. Ja rozumiem, że Prorok jest symbolem religijnym i podlega ochronie, ale nie wydaje mi się, aby – zwłaszcza w Polsce – urzędowo uznawać za obiekt czci religijnej Jego wyznawców, ze szczególnym uwzględnieniem morderców. Na zasadzie analogii każdy, kto wierzy w cokolwiek, musiałby być wzięty pod ochronę przed kpinami. Ja też, bo ciągle wierzę w dobrą wolę i dobre intencje tego rządu i jestem czasami ofiarą szyderstw jako dęty frajer.

Zresztą, na mnie też znalazłby się paragraf, bo, po pierwsze, nie zawiadomiłem o zamiarze popełnienia przez „Rzeczpospolitą” przestępstwa, jak to zrobił ktoś bardziej świadomy, a w dodatku popełniam występek ciągły ze szczególnie złą wolą, bo nadal uważam publikację karykatur za słuszną. Mimo strasznych czystek ministra Ziobry, prokuratorzy mogą nadal nie wiedzieć, jaka jest wartość wolności słowa. Ale przywódcy PiS powinni to jeszcze pamiętać.