Do tej pory mieliśmy, jak wszędzie na świecie, dwa główne nurty polityczne – lewicę i prawicę. Teraz oba zlały się w nasz własny, jedyny, niepowtarzalny nurt narodowy – nerwicę. Niestety, to nie politycy wpisali się w ten jednolitofrontowy nurt, tylko cała reszta. My, obywatele, którzyśmy już ani z lewicy, ani z prawicy, tylko w nerwicy.

Pakt stabilizacyjny miał służyć, jak sama nazwa wskazuje, stabilizacji. Tymczasem służy do straszenia. Samoobrona z Ligą Polskich Rodzin straszy PiS, że wyjdą z paktu i zawiążą nowy, a toz PO, a to z SLD, zresztą z kim popadnie, nie wyłączając ugrupowań pozaparlamentarnych, a nawet paranormalnych. PiS z kolei straszy LPR i Samoobronę, że sam rozwiąże pakt i albo zawiąże sobie nowy z PO, albo rozwiąże do spółki z prezydentem parlament i rozpisze nowe wybory.

Najlepsze, że wszystkie te rozwiązania przez ich autorów, a także adresatów i osoby postronne prezentowane są jako katastrofalne dla kraju. Oraz to, że ani uczestnicy paktu, ani partie zagrożone wejściem do nowego czy uczestnictwem w kolejnych wyborach wcale się nie boją. Tak sobie gadają, jak powiadał pan Zagłoba, żeby język w gębie się nie zastał. Boimy się my, obywatele, którzyśmy ani etc.

W zeszłym tygodniu była ładna sytuacja z gabinetu grozy, którawobec natłoku konkurencji przemknęła niezauważenie, a szkoda. Liga Polskich Rodzin obwieściła jednego dnia, że premier Marcinkiewicz zostanie odwołany, bo jest zbyt popularny i zagraża braciom Kaczyńskim, więc trzeba go bronić. Już się wszyscy bali, oprócz Marcinkiewicza, ale nic się nie stało, więc następnego dnia poseł Wierzejski z tejże LPR zażądał w ramach paktu stabilizacyjnego odwołania tegoż premiera za nieróbstwo. Znów się zaczęliśmy bać, że albo odwołają i będzie kryzys, albo LPR zerwie pakt z powodu braku wpływów i też będzie kryzys, a tu nic się nie stało. Wzrosło tylko zużycie nervosolu, cardiamidu i wódki żołądkowej gorzkiej.

Trochę za dużo tych nerwów stabilizacyjnych. Dlaczego to na nas spada. Weźcie to na siebie, tak jak władzę. Zdenerwujcie się sami. Inaczej się wściekniemy.