Ostatnio co chwila słyszę, że wraca PRL. Mówią to ludzie z różnych opcji i kątów politycznych, tak różni jak Leszek Balcerowicz i Ryszard Kalisz. Piszą publicyści „Polityki”. Znowu mowa jest o reżimie.

Wolność wydaje się przeciętnemu odbiorcy telewizji tłamszona bardziej niż na Białorusi. Za chwilę ktoś przypomni sobie Helsinki, trzeci koszyk i prawa człowieka. Znowu trzeba będzie walczyć z reżimem i wydawać podziemną bibułę.

Tymczasem organ PRL, „Trybuna”, wcale się nie cieszy, że ona – PRL – wraca. Przeciwnie, „Trybuna” uważa, że PRL oddala się coraz bardziej. Przeczytałem ostatnio w tej gazecie utyskiwania, że premier pojechał do Torunia oglądać padłe na ptasią grypę łabędzie, zamiast pójść do jakiegoś śmietnika i obejrzeć zamarzniętego bezdomnego. Przy okazji „Trybuna” obwieściła, że 27 milionów Polaków żyje w nędzy. Mam pocieszenie dla kolegów – jak PRL wróci naprawdę, to i te pozostałe 10 milionów popadnie w nędzę. Tylko nie budujcie na miłość boską spalarni śmieci, bo gdzie się Polacy pożywią i co będzie wizytował premier z SLD.

Niewiele lat temu życie umysłowe koncentrowało się na problemie, czy Polacy nadają się do Europy. Przeważało zdanie, że przeszczepu z parafiańskiego, zacofanego i ksenofobicznego Polaka Europa nie wytrzyma. Mimo ostrzeżeń autorytetów moralnych jednak nas wpuszczono. Nie ma już dyskusji, czy się nadajemy. Teraz najświatlejsi zamartwiają się, jak Europa nas, już Europejczyków, ocenia. Najważniejsze dziś słowo to postrzeganie. Jak nas postrzegają. Polaku, weź się w garść, Europa na ciebie patrzy i postrzega.

I tak sobie żyjemy z dnia na dzień, z roku na rok. Obijamy się od reżimu do PRL i od przystawania do postrzegania europejskiego i z powrotem. Wszystko to zostawia ślady, głębokie bruzdy w głowie, aż człowiek zaczyna marzyć o znalezieniu jakiegoś zacisznego, dobrze zaopatrzonego śmietnika w pobliżu luksusowej restauracji, zaszycia się tam i przeczekania. Aby tylko nie wyrzucali gazet.