Dużo się u nas ostatnio mówi o systemie edukacji, wyrównywaniu szans, systemach stypendialnych, przeznaczeniu na szkolnictwo części majątku narodowego. Słowem, mówi się o tym, że należy uczyć dzieci i młodzież. Bardzo pięknie. Wątła natomiast, jeśli w ogóle, jest dyskusja nad tym, czego uczyć. Jeżeli o tym się już rozmawia, najczęściej w kontekście historii współczesnej. Jak ją powykręcać, poprzycinać i ponaginać, aby pasowała do potrzeb pedagogów społecznych, czyli polityków.

W zasadzie wszyscy są zgodni tylko co do tego, że młodzieży szkolnej trzeba zapewnić dostęp do Internetu, a co ona sobie w nim znajdzie, to już jej sprawa. Możemy się pocieszać, że polskie szkolnictwo ponadpodstawowe nie odbiega od europejskich standardów. W Europie, tak jak u nas, wykłada się nauki społeczne w całkowitym oderwaniu od podstawowych zasad funkcjonowania gospodarki i rynku. Parę lat temu sławny Instytut Allensbach zapytał Niemców, kto tworzy miejsca pracy. Tylko 28 proc. ankietowanych odpowiedziało, że firmy i przedsiębiorstwa. Dla 72 proc. Niemców miejsca pracy tworzy rząd, politycy, parlament. U nas rezultaty byłyby jeszcze gorsze, prawie wszyscy Polacy są bowiem, jak się wydaje, zdania, że pracę dają – lub nie – politycy.

Ta ankieta przypomniała mi się przy okazji sejmowej dyskusji albo, jak kto woli, awantury o banki. Wypowiadają się na ten temat ze swadą, a nawet gotowi są dłubać przy niezależności NBP i renacjonalizacji banków ludzie, którzy nie mają pojęcia, że nawet na zakup łopaty do wybijania sobie głupstw z głowy trzeba mieć kapitał.

Nasi reprezentanci w Sejmie są nie tylko ekonomicznymi analfabetami. Są także zaściankowi i nie znają świata, o którym perorują. Co gorsza, jest wśród nich wielu amatorów, którym wydaje się tylko, że są politykami. Razem jest to mieszanka, która może rozsadzić nie tylko banki, ale całą gospodarkę.

Stanowczo w Sejmie potrzebne są wieczorowe kursy ekonomii dla posłów. Przymusowe! Inaczej nadal na pytanie, czym zajmują się banki, będziemy słyszeć odpowiedź, że rabunkiem i wywożeniem łupów za granicę.