Znowu, jak 38 lat temu w 1968 roku, studenci paryscy demonstrują, okupują, protestują i biją się z policją. Oczywiście, są pewne różnice.

Jean Paul Sartre nie żyje. Herbert Marcuse też. Daniel Cohn Bendit jest zażywnym posłem do Parlamentu Europejskiego. Jeszcze ma zęby, ale pewnie sztuczne. Nie ma już Związku Radzieckiego i walk narodowowyzwoleńczych w świecie, jeśli nie liczyć Iraku. Imperializm amerykański zwalcza się dziś w Paryżu demolowaniem McDonaldówi nie trzeba już w tym celu studiować nauk politycznych. Studentom nie chodzi w ogóle o ideologię ani o ideały, tylko o zatrudnienie, najlepiej na państwowej posadzie i dożywotnio. Studencka rewolta jest dziś burżuazyjna. Syci studenci chcą być w przyszłości po prostu dostatnio żyjącymi absolwentami.

Symboliczną dla tego buntu okolicznością wydaje mi się fakt, że opanowawszy budynek starej Sorbony anarchiści i alterglobaliści najpierw splądrowali zapasy wina w kantynie, a potem, obok mebli, powyrzucali na dziedziniec zasoby biblioteczne. Na stosie, który podpalono, obok XVIII-wiecznych woluminów znalazły się też manuskrypty Karola Marksa.

My też mamy kolejną rocznicę studenckich protestów, a nasi studenci siedzą cicho, przygotowują się grzecznie do sesji i nie protestują, jeśli nie liczyć stu gejów i 50 lesbijek na Dzień Kobiet. Zawsze miałem trudności z wytłumaczeniem obcokrajowcom różnicy między rozruchami studenckimi w 1968 r. w Paryżu i w Warszawie. Teraz natomiast zacząłem się zastanawiać, czy studenci w Polsce się nie buntują, bo im się nie chce, czy też nie wierzą w opis polskiej rzeczywistości, jaki dostają w mediach. Przecież podobno jest przeciw czemu protestować. Myślę, że aby zachować różnicę między Francją i Polską, uwzględniając równocześnie upływ czasu i wszelkie zmiany, do wywołania studenckiej rewolty w Polsce potrzebny jest taki scenariusz: Teatr Narodowy wystawia „Jak hartowała się stal” Ostrowskiego, ewentualnie „Brygadę Karhana”, a bracia Kaczyńscy zakazują sztuki i wyrzucają z Uniwersytetu Warszawskiego Marię Szyszkowską za zbieranie podpisów pod protestem. Studenci wychodzą na dziedziniec, a przywiezione autobusami z Torunia bojówki moherowych beretów rozpędzają ich przemocą.

Takie są warunki konieczne, aby było u nas jak w Paryżu. Tout proportions gardeé. Na pytanie, czy to jest postęp, czy uwstecznienie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.