Równo ćwierć wieku temu, w marcu 1981 roku, 364 najwybitniejszych ekonomistów brytyjskich, samych luminarzy nauki, z aktualnymi i przyszłymi laureatami Nobla na czele opublikowało na łamach „The Times” list otwarty, protestujący przeciwko polityce finansowej rządu Margaret Thatcher. Wielka Brytania przeżywała wtedy kryzys: masowe bezrobocie, galopującą inflację, rosnące zadłużenie publiczne, wysokie odsetki. Dyscyplina fiskalna i monetarna leżały w gruzach. Wiarygodność brytyjskiej gospodarki była zachwiana. Pani Thatcher i jej kanclerz skarbu Goeffrey Howe podjęli dramatyczną, zwłaszcza jak na rząd, który doszedł do władzy pod hasłem obniżki podatków, decyzję: zwiększenia wpływów podatkowych o 4 miliardy funtów, sumę na owe czasy gigantyczną, aby zapobiec wzrostowi zadłużenia, drukowaniu pieniędzy bez pokrycia i zredukowaniu stóp procentowych.

364 profesorów napisało w liście, iż posunięcie rządu nie ma podstaw ani w teorii ekonomicznej, ani we wspierających ją faktach, że nowa polityka wstrząśnie socjalną i polityczną stabilnością Wielkiej Brytanii i że trzeba natychmiast przywrócić dawny kurs. Tymczasem w chwili opublikowania protestu już było widać pierwsze, pozytywne skutki. Jedynie bezrobocie nadal rosło, lecz jego przyczyny leżały gdzie indziej – w nadmiernej regulacji rynku pracy i wpływie związków zawodowych. Ale thatcherowski cud już się zaczął. Najwybitniejsi ekonomiści mylili się. Dlaczego?

Wyjaśnił to w artykule na łamach „The Daily Telegraph” prof. Philip Booth, dyrektor londyńskiego Instytutu Spraw Ekonomicznych, pisząc: „Tych 364 myliło się, ponieważ wierzyli oni w keynesowski konsensus swoich czasów. Uczyli go wszystkich studentów w kraju. Podręczniki akademickie nie uwzględniały alternatywy. Było tak, jakby teoria ekonomiczna zaczynała się i kończyła na naiwnym keynesizmie…”.

Warto przypomnieć panią Thatcher i ten manifest keynesowski akurat teraz, kiedy wyznawcy Keynesa wydają się mieć wpływ na kierownictwo PiS. I zadedykować jednym i drugim ładne zdanie prof. Bootha: „Bardziej niż kiedykolwiek Brytania potrzebuje polityków gotowych stanąć przeciw ekspertom, gdy chodzi o realizację trudnej polityki”. Polska też.