Mały oddech od partyjnych konferencji prasowych, ale nie od polityki: TVN 24 transmitowała na żywo obronę zagrożonego eksmisją warszawskiego klubu alternatywnej kultury Le Madame przed komornikiem. W pierwszym szeregu obrońców przewodniczący SLD Wojciech Olejniczak, znany bojownik o swobody obywatelskie i inne, któremu zapewne tylko brak czasu albo roztargnienie nie pozwoliło zamanifestować solidarności z „Naszością” i Piotrem Lisiewiczem, kiedy ciągano go po bezwzględnych polskich sądach za zakłóceniezjazdu SLD Leninem i jego sarkofagiem.

Eksmisja Le Madame jest wykonaniem prawomocnego wyroku sądowego. Mimo to uważam ją za błąd, a nawet głupotę. Przy odrobienie dobrej woli ze strony stołecznych władz można było uniknąć całej tej, niepotrzebnej, awantury. Oddać obecny lokal, zaproponować inny. Ten rodzaj kultury, jaki propaguje Le Madame, może się urzędnikom miejskim nie podobać, ale jest on przecież także częścią kultury narodowej. Urzędnicy zaś nie są od tego, aby danej im władzy używać dla schlebiania własnym gustom. Taka praktyka może się skończyć galeriami, w których kiczowate portrety Jana Pawła II będą sąsiadować z jeleniem na rykowisku i nowym wcieleniem klubokawiarni. Różnorodność jest bogactwem, a walka z różnorodnością metodami administracyjnymi musi się skończyć klęską.

Jeśli te argumenty nie trafiają, to przecież nawet z pragmatycznego punktu widzenia ludzi, którzy czują się zagrożeni działalnością klubu i sposobem myślenia ludzi, którzy go odwiedzają, lepiej by było, gdyby Le Madame pozostała. Wszystkie tajne służby świata, gdy odkryją miejsce, w którym schodzą się wywrotowcy, chronią je, chuchają i dmuchają. Bo to zawsze lepsze, niż gdyby się rozleźli po mieście albo organizowali podziemie. Żadna władza nie powinna też produkować męczenników sprawy, którą uważa za wrogą. Politycy odwołujący się do etosu „Solidarności” powinni pamiętać, jak kreowanie męczenników skończyło się dla PRL.

Jestem za Le Madame, bo jestem za tym, aby Polska nie była nudna.