Mamy bardzo długą listę rzeczy, wydarzeń i zjawisk, które przeszkadzają w przeprowadzaniu wyborów powszechnych. Są to święta kościelne i państwowe, ferie szkolne, pory roku ze szczególnym uwzględnieniem lata, popularne imieniny, zakupy niedzielne w supermarketach oraz pogoda. Każda.

W piękną pogodę wyborcy zamiast tłoczyć sie przy urnach jadą do lasu. Przy brzydkiej, nie chce im się wyłazić z domu. W tej sytuacji nie ma właściwie dogodnego terminu wyborczego. A tu jeszcze doszła kolejna przeszkoda – wizyta papieża Benedykta XVI. Jest to dziwny argument w państwie laickim. Rozumiałbym jeszcze gdyby sprzeciwiano się wizycie w czasie trwania kampanii. Benedykt miałby okazję zobaczyć na plakatach wizerunki kandydatów i ich hasła, co mogłoby zmienić jego dobrą opinię o Polakach. Tego lepiej rzeczywiście uniknąć. Platforma Obywatelska, która bardzo się uduchowiła religijnie i potrzebuje stu dni spokoju na przestudiowanie katechizmu, nagle zorientowała się, że jest w pułapce. Jeśli parlament nie zostanie rozwiązany i nie będzie wyborów, to na mszy celebrowanej przez Benedykta XVI w pierwszym rzędzie zasiądzie wicepremier Lepper, a Tusk z Rokitą, jako opozycja, gdzieś dalej w tłumie. Marnie.

Stąd nowy pomysł. Niech PiS rządzi tak fatalnie, jak do tej pory, niech dalej nie spełnia obietnic wyborczych, niech rujnuje i psuje, kradnąc pomysły i projekty PO, byle bez Leppera. A w zamian Platforma będzie jak dotychczas popierać rząd mniejszościowy Marcinkiewicza myślą, mową i uczynkiem. Papież wyjedzie, to się zobaczy w badaniach opinii publicznej, co dalej. Może się zrobi wybory, a może zaprosi Dalajlamę.

Jest to tak chytry plan, że aż genialny. Kaczyńscy nigdy nie wpadną na to, o co tu chodzi. Nie mają takich tęgich głów i wybitnych strategów politycznych. Pułapka na Kaczory została zastawiona. Kolejne wybory wygra zdecydowanie PO, która poprzednie przegrała bo nie brała pieniędzy z budżetu i nie miała na kiełbasę wyborczą. Teraz się wszyscy złożymy z naszych podatków na sukces PO. Papież przyjedzie i wyjdzie, Bóg pobłogosławi, Ojczyznę nam zbawi.

Wszystko razem nazywa się polityką. Ale tylko w Polsce.