Nigdy nie rozumiałem powiedzenia „szczery aż do bólu”. Dlaczego szczerość ma boleć? To dlatego, że egocentrycznie sądziłem, iż zdanie to opisuje doznania osoby, która sama jest szczera. Że bólu doznaje ten, kto mówi prawdę, nic nie ukrywając. Jak w żydowskim porzekadle: konia temu, kto mówi prawdę, aby powiedział i uciekł. I nagle doznałem olśnienia. Ależ gdzie tam. Nie chodzi o tego, kto mówi szczerze. Chodzi o tych, o których szczerze mówi. To ich boli szczerość, prawda rwie ich jak rwa kulszowa.

To, że przez Polskę codziennie przetacza się czyjś, indywidualny lub zbiorowy, ryk bólu wywołany ogłoszeniem jakiś faktów lub opinii, nie oznacza wcale, że żyjemy w pięknej krainie ludzi szlachetnych, masowo i codziennie mówiących szczerą prawdę o innych.

Raz mamy do czynienia z prawdą, drugi raz z półprawdą, a trzeci po prostu z kłamstwem. Nie wiadomo, jak to odróżnić, w każdym razie nie po reakcjach, bo na prawdę reaguje się w polskim życiu publicznym dokładnie tak samo jak na kłamstwo. Oburzeniem, zaprzeczeniem, wskazywaniem na prowokację. Najlepiej polityczną. Prawda jest w ten sposób kwestią wiary, a nie sprawą wiedzy. Jeśli mamy odpowiednio ukształtowany umysł i hierarchię wartości – a pracują nad tym całe sztaby fachowców – bęedziemy wierzyć, że zaprezentowana nam właśnie obiektywna prawda jest ohydnym kłamstwem i stekiem ponurych kalumnii, zaś ewidentne kłamstwo wyda się nam czystą i szlachetna prawdziwą prawdą.

Nie wiadomo, jak wybrnąć z tego galimatiasu ze zdrowym w miarę sumieniem i nienaruszonymi władzami umysłowymi. Ja spróbowałem skonstruować własny aparat poznawczy, roboczo nazywany kłamstwomierzem. Trzeba tylko badać natężenie protestów po ogłoszeniu jakiejś bulwersującej sprawy, na przykład czyjejś współpracy z SB. Jeśli są bardzo głośne, jeśli jest w nich mowa o krzywdzie, ojczyźnie, moralności, sprawiedliwości, manipulacji i prowokacji, to najprawdopodobniej jest to prawda. Jeśli prym w protestach wiedzie grupa najbardziej znanych publicystów z najbardziej opiniotwórczych mediów, jest to z całą pewnościa prawda absolutna. Jeśli natomiast protesty są ciche, skromne, nieobecne w telewizji, to mamy do czynienia w sposób oczywisty z kłamstwem.

Szczególny przypadek stosunku do prawdy ujawnia się wtedy, kiedy nikt nie ma albo przynajmniej nie powinien mieć wątpliwości, jaka to prawda jest. A jednak pojawia się stado ludzi piętnujących tę prawdę, będącą oczywistą wartością powszechną, jako ohydne kłamstwo.

Mieliśmy przykład zagwożdżenia umysłów ćwiekami łgarstwa, kiedy znów wypłynęła z odmętów osoba generała Jaruzelskiego w związku z nieszczęsnym medalem i jednoczesnym postawieniem aktu oskarżenia. Natychmiast odezwali się bałwochwalcy, wrzeszcząc, że to Ojciec Ojczyzny, Zbawca i Prawdziwy Patriota. Z wiarą, albo wbrew lepszej wiedzy, że to tylko najemnik i namiestnik.

Sądząc po dwóch ostatnich publikacjach „Gazety Wyborczej”: hagiograficznym przypomnieniu Okrągłego Stołu w okrągłą, 17. rocznicę oraz ujawnieniu onegdaj instrukcji Kiszczaka, aby ludzi podsłuchiwanych przez SB zapisywać na listy Tajnych Współpracowników, możemy się w najbliższym czasie spodziewać jakichs sensacji personalnych ze schyłkowego okresu PRL.

Do samodzielnego stwierdzenia, czy są one prawdą, czy kłamstwem, proponuję zastosować mój kłamstwomierz. Zmierzcie natężenie protestów i patrzcie uważnie, kto protestuje, a nie popełnicie błędu.